Każdy dzień może wydawać się monotonny, przynajmniej dla większości. Chyba, że w twoim życiu od dłuższego czasu ciągle się coś dzieje. Mogłabym zacząć opowiadać o tym, że od dwóch dni w końcu normalnie rozmawiam z Arturem, choć nie do końca normalnie. Dlaczego nie do końca? Bo to wszystko jest strasznie skomplikowane. Cała nasza relacja jest skomplikowana. Przyjaźnisz się z człowiekiem od dwóch lat, zawsze idealny kontakt. Ale jak pojawiło się coś więcej niżeli przyjaźń... Pojawiają sie schody. Pierwsza kłótnia, jeden dumniejszy od drugiego, nie wiesz jak się zachować. Zaczyna się wojna, kto komu zrobi bardziej na złość. Zmuszasz się do czegoś, czego zwykle nie robisz, ale doskonale zdajesz sobie sprawę z tego, że zajdziesz za skórę tej drugiej osobie. I udaje ci się. I jemu też. I tak na zmianę. Każdy inaczej odreaguje, aż w końcu... Ni stąd ni to zowąd... Zaczniecie normalnie rozmawiać. Jakby nic się nie stało. Jakby nie było żadnych nieporozumień, cichych dni. Piszecie jak wcześniej. I gdy przeczytasz w wiadomości 'Chora głowa', to już się uśmiechasz. Znowu powróciły te iskry w oczach, ten spokój. Prawda, niektórzy by pomyśleli - co w tym miłego? Ale skąd masz to wiedzieć nie znając historii? Skąd masz to wiedzieć, skoro nie opowiedziałam o naszych wspólnych weekendach, gdzie drażniłam Artura piosenkami One Direction, a on chował głowę pod poduszkę i powtarzał te dwa słowa? Nie mówiłam jak od tak włączyłam sobie karaoke i piałam do księżyca, a on śmiejąc się mówił - 'Chora głowa'. Nie wspominałam również wielu innych sytuacjach, jak bawiłam się jego uchem czy zasysałam mu policzek, a ten komentował to właśnie w ten sposób. I nie miały te słowa żadnego obraźliwego podtekstu, lubiliśmy sobie dogryzać, ale każdy z nas wiedział, że to na żarty. Śmialiśmy się z tego,to był tak jakby nasz wspólny język, który rozumieliśmy tylko my. Okazja do puszczenia tak zwanego 'focha', by móc następnie oczekiwać przeprosin w rodzaju pocałunku czy czułego przytulenia. Może chore, ale nasze. Tylko nie myślcie, że na wrednych odzywkach nasza relacja tylko polega. Oczywiście, że nie. Zawsze mogliśmy na sobie polegać, porozmawiać, poużalać. Zaufanie, zrozumienie, miliony niekończących się tematów - tak to właśnie wyglądało. A co najlepsze w tym wszystkim? My nie jesteśmy razem. I też nie byliśmy. Na drodze do tego niestety stoi wiele, wiele przeszkód. Między innymi przeszłość, różnorakie wątki z innymi osobami, które czy tego chce się czy nie, nie są w stanie zniknąć. Ale nie tylko to. Brak wcześniejszego zaangażowania, rozczarowania, złamane serca, który narodziły w nas dystans i ostrożność. I tu pewnie trudno cokolwiek zrozumieć. Trudno wyobrazić sobie na czym to wszystko polega. Wierzcie mi na słowo, ja sama nie potrafię tego pojąć do dnia dzisiejszego. Jak na to wszystko patrzę, mam wrażenie, że występuję w jakiejś chorej telenoweli. W głupim melodramacie, gdzie szczęśliwe zakończenie jest tak mało prawdopodobne, jak istnienie Atlantydy. Byście mogli to wszystko sobie w jakiś sposób przysposobić, muszę opowiedzieć wam to wszystko od samego, samego początku. Spokojnie, ominę czasy dorastania, podstawówki, gimnazjum czy tym podobnych. Zacznę po prostu od tego, gdzie pewna dziewczyna na samym początku obrała sobie za obiekt westchnień nie tego brata co trzeba. Gdzie zaimponował jej ktoś, kto żył całkowicie beztrosko, luźno i bez granic. Nie pomyślała, że stabilność i spokój mogą przynieść jej szczęście. Że tym szczęściem, mógł być jej dobry przyjaciel, na którym to mogła zawsze polegać. A wiecie co w tym wszystkim jest najciekawsze? To co się działo, co się dzieje teraz - Nie jest moim wymysłem. Jest to prawdziwa historia, gdzie pozmieniane jest tylko miejsce wydarzeń i imiona. To wszystko działo się naprawdę i to wszystko doprowadza mnie do całkowitego szaleństwa.Upadki oraz wzloty, tak wygląda moje życie od maja 2015 roku.
Trafiła na Twojego bloga właściwie przypadek, ale czuję, że los jakoś ostatni jest dla mnie miły. Już po kilku pierwszych zdaniach, wiedziałam, że zakochałam się w Twoim stylu pisania. Zaintrygowała mnie ta tajemnica, która pojawiła się w Twoim tekście. Napisałaś, że to prawdziwa historia - czekam tylko na to co będzie dalej. Bo zaczyna się cudownie. Wydaje mi się, że w tym co piszesz jest jakieś szaleństwo. A nic tak dobrze nie przyciąga wariatów, jak wariactwo. Mogę więc napisać tylko, że zostałam przyciągnięta. Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńcallmeanthony.blogspot.com