Oj drodzy czytelnicy, pewnie jesteście ciekawi dalszej części historii, prawda? A może tego co się dzieje teraz? Wierzcie mi, że to co piszę w tym poście, piszę z wielkim uśmiechem na twarzy, będąc po cudownym weekendzie. Jednak o tym, co się działo niestety teraz wam nie opowiem, bo do tego wątku jeszcze trochę. Chce byście przynajmniej wiedzieli, że czekają mnie bardzo udane święta. Dobra, koniec tego. Opowiem wam więc, jak rozwinęły się moje relacje z Mikołajem, bo czy chcecie czy nie, nie zrozumiecie obecnej sytuacji bez początku.
Ja i Mikołaj po słynnej domówce zaczęliśmy często pisać i się spotykać. To u Bartka w domu, bo mieszkał sam, ponieważ mama wyjeżdżała za granicę lub w jego samochodzie, słynnej alfie. Lubiłam spędzać z nim czas, zawsze było wesoło. Kolejne domówki, poznawaliśmy się, dużo rozmawialiśmy. No i w końcu poczułam coś do niego i sądziłam, że on do mnie też coś poczuł. Tak to wyglądało. Dzięki temu zaczęłam częściej spotykać się z Arturem, więc pomyślałam, że poznam go z moją przyjaciółką z klasy, Pauliną. Chciałam ich zeswatać, tym bardziej, że się sobie spodobali na jednej z nocek u mnie. No, przynajmniej jej się on spodobał i ja nie widziałam w tym nic złego. Powiem tak, przez ten czas działo się sporo między mną a Mikołajem. Były chwile, że chodziłam uśmiechnięta niczym Joker, ale też zdenerwowana niczym głodny psychopata, chcący pozabijać każdego w pobliżu. I zawsze gdy chodziłam przygnębiona z jego powodu, mogłam liczyć na wsparcie Mikołaja brata, Artura. Niestety muszę też przyznać, że ta znajomość trochę mnie odmieniła. Zaczęłam robić rzeczy, których nigdy bym się nie odważyła. Sprzeciwiać się matce? Opuścić dzień w szkole? No co wy! Przestałam chodzić na rynek czy boisko z swoją ekipą, bo umawiałam się z nim oraz z Bartkiem, zawalałam na każdej linii. Ale ja wtedy nie widziałam w tym nic złego, spędzałam czas z osobą, z którą wtedy coś mnie łączyło.
Pewnego dnia, byliśmy na meczu u Bolka, jego kolegi. Byłam ja, Mikołaj, Artur, Sławek(trzeci z braci), dziewczyna Bolka i Bartek. Dobrze wspominam ten wieczór, między mną a Mikołajem wręcz błyskało. Siedzieliśmy ciągle obok siebie, wygłupialiśmy się, przytulaliśmy, łaskotaliśmy, dogryzaliśmy. Pamiętam, jak staliśmy na balkonie i w pewnym momencie wszedł Bolek i spojrzał na nas.
- Jesteście razem? - zapytał, na co obydwoje spojrzeliśmy na siebie niepewnie i nikt nie wiedział co powiedzieć. Jednak ja należy chyba do tych głupich osób. Naprawdę głupich, bo zamiast poczekać na to, co odpowie Mikołaj i dowiedzieć się, na czym stoję, sama otworzyłam usta.
- Nie, no co ty - odpowiedziałam, spuszczając wzrok w dół.
- Aa tam, pamiętam moje początki z Wiktorią, identyczne. Też jak ją wkurzałem, to wykorzystywała fakt, że mam łaskotki. Ale jedno wam muszę powiedzieć. Pasujecie do siebie i widać, że między wami iskrzy. Będziecie zajebistą parą, młodzi - stwierdził, na co ja tylko puściłam typowego buraka. No, nie tylko ja. Mikołaj również. Ale słysząc coś takiego, byłam szczęśliwa. Czułam, że mogę wszystko. Że może nam się udać.
W ten wieczór też, dostałam propozycje. Żebym spała z nim u Bartka. Wiedziałam, co może myśleć moja mama, tym bardziej, że zawsze była przeciwna takim eskapadą. Zadzwonił do niej i zaczął prosić, bym spała u niego. Że siedzimy z jego rodziną i mama chcę, bym została na noc. Bo późno, bo dobrze się rozmawia, bo miło spędza się czas. I jak sądziłam, była temu przeciwna. Ale co powiedziała? Mam robić jak chce. I tak też zrobiłam. Poszliśmy do Bartka i zostałam u niego na noc. Nie myślcie, że to coś znaczyło. Bo do niczego więcej nie doszło jak do pocałunków i drobnych pieszczot. Nie jestem łatwa i nie rozkraczam nóg przy pierwszej lepszej okazji. Chociaż Mikołaj co jakiś czas próbował, ja zawsze byłam stanowcza i zawsze mówiłam twarde 'Nie'. A jak już mu się sprzeciwiałam, to nie nalegał. I za to mu byłam wdzięczna. Przynajmniej w tamtym czasie.
Także, spałam tam, spędziłam z nimi cały ranek aż do południa. Z nudów zrobiłam mu cztery malinki na szyi, bo taka byłam głupia. Ojć, musiał się tłumaczyć swojej matce. Ominę fakt, że jak wróciłam do domu to mama czekała na mnie z wypisaną na twarzy złością. Krucho ze mną było, ale nie przejmowałam się tym. Ważne było dla mnie to, że spędziłam tak dobry czas w towarzystwie, w których chciałam być. Do dzisiaj zastanawiałam się, dlaczego dałam mu się tak omamić. Może była to kwestia tego, że po wcześniejszym nieudanym związku, przez który zamknęłam się na innych na dobre dwa lata, zobaczyłam światełko w tunelu? Potrzebowałam kogoś bliskiego, znów poczuć jak to jest być adorowanym. Przytulić się do silnych ramion, znów być dla kogoś ważną. Prawdopodobnie doskwierała mi samotność, przez co nie zwróciłam uwagi, że to wszystko może być tylko iluzją. Próba zaliczenia dziewicy, których na tym świecie można zliczyć na palcach jednej ręki. Ale jego gesty, słowa, ten błysk w oczach... Wtedy było dobrze. Było wręcz wspaniale.
Dopóki nie poszłam do wszystkich na rynek, gdzie był on. A on bywał tam rzadziej niż śnieg w Egipcie. Rozumiecie, prawda? Z początku ucieszyłam się, że tam jest. Dawno nie widziałam się z swoimi przyjaciółmi, więc chciałam spędzić z nimi trochę czasu. A o Mikołaju już w ogóle nie wspomnę. Jednak gdy tam doszłam, zauważyłam, że było znacznie więcej osób, niżeli przypuszczałam. A fakt, że nawet na mnie nie spojrzał, kompletnie mnie przybił i zaskoczył. Jakby mnie nie znał, wierzcie mi. Dowiedziałam się nawet od Marty, że gdy ta spytała się go o mnie, ten tylko wzruszył ramionami. Bolało, ale wtedy byłam bardziej wkurzona niż smutna i ignorowałam jego osobę w taki sposób, w jaki on mnie.
Gdy poszedł, w miarę się rozluźniłam. Dopóki nie dostałam telefonu matki o pogorszeniu się mojego dziadka i podejrzenia udaru. Dlatego siedziałam ciągle cicho i się nie odzywałam, a jedyną osobą, która cokolwiek zauważyła, był Artur. Usiadł obok mnie, mocno objął i cicho westchnął.
- Chcesz pogadać? - spytał, a ja spojrzałam na niego dosłownie na ułamek sekundy, by spuścić wzrok i wtulić się w niego. Uspokajał mnie, wszyscy to widzieli, ale nikt nic nie mówił. Każdy wiedział jakie mamy relacje, czysto przyjacielskie. Dlatego żaden z naszych przyjaciół nawet słowem się nie wtrącił.
- Wiesz, problemy w rodzinie. Jak w każdej - odpowiedziałam, na co ten już nic nie odpowiedział. Po prostu trzymał mnie w objęciach. Denerwowałam się dodatkowo tym, bo uważałam, że to Mikołaj powinien w tej chwili być przy mnie, pocieszać, pomóc odreagować. Normalnie bym zadzwoniła, czy nawet napisała, że mam problem i go potrzebuje. Ale byłam zła, że zignorował mnie przy nich wszystkich. Dlatego nie miałam zamiaru latać za nim jak jakaś kretynka.
- Głowa do góry tej, wszystko się ułoży. Chcesz papieroska? Może piwo? Jestem w stanie się nawet swoim podzielić - powiedział, na co ja się do niego lekko uśmiechnęłam.
- A dawaj. - Zaśmiał się, gdy wzięłam butelkę i wzięłam parę łyków, by następnie mu oddać ten jakże dobry napój. Po chwili rozkoszowałam się nawet papierosem. Tak, pale papierosy i wiem, to bardzo nie ładnie. Każdy ma swoje uzależnienie. Moje to cienkie mentole, choć wtedy zadowoliłam się zwykłym mallboro.